MATKA POLKA

MATKA POLKA NIEWYSPANA

Ok, jest późny wieczór, ale Dzieciątek w końcu śpi, a ja mam chwilę dla siebie. Dla męża. Dla nas. Dla świętego spokoju.
Od czego by tu… I wtedy go słyszę. Najpierw drobne szmery w niani elektronicznej, by za chwilę zmienić się w jednostajny, miarowy płacz.
Do cholery! – myślę sobie – Dziecko! Usypiałam Cię właśnie bite czterdzieści minut, a Ty śmiesz nie przespać ciągiem nawet godziny?!
Idę do niego. Jeszcze na schodach przypominam sobie, co mówiła Pani Pediatra o rozpieszczaniu i stawianiu granic. Wracam. Płacz przybiera na sile, słychać zanoszenie się i uderzanie.
I teraz tak, czy to Dzieciątek wali głową w łóżeczko? A może w ścianę? A może tak trzęsie łóżeczkiem, że ono wali w ścianę i zaraz przebije się do Waszej sypialni? Mąż uspokaja mnie, że zaraz tam się nic nie stanie, dziury w ścianie nie będzie, ale uderzanie nie daje mi spokoju.
Dzieciątek zanosi się cały i nawet wzięty na ręce nie umie się uspokoić. Co ja najlepszego zrobiłam? – myślę sobie – Jestem złą matką!

Która z nas choć raz nie pomyślała w ten sposób o sobie? Tak łatwo przychodzi nam kategoryzowanie – zła matka, dobra matka, aż w końcu madka. W który miejscu Ty jesteś?
Usypiam Dzieciątka niemal godzinę. Mąż zrezygnowany poszedł już spać, nici ze wspólnego wieczoru. Pisze mi jeszcze sms, że czeka w łóżku i że jeszcze jest kilka spraw do ustalenia. No tak.
Po godzinie pierwsza próba odłożenia do łóżeczka. Powoli, delikatnie… Uff! Jeszcze tylko głaskanko po pleckach i kołde…
Dzieciątek otwiera oczęta, a jego małe usteczka wykrzywiają się w charakterystyczną podkówkę. Jeszcze chwilkę rozgląda się wokół, po czym zrywa na równe nogi i zaczyna koncert. Szybko, zanim rozwrzeszczy się na dobre wyciągam go i czym prędzej kołyszę. To nie pomaga. Siadamy razem w fotelu, czytam książkę, zasypia. Podejść numer dwa, trzy i cztery nie zaliczam do udanych, zrezygnowana postanawiam, że dziś Dzieciątek śpi z nami w łóżku.
Ale on nie chce spać! Chce się chyba bawić, choć w sumie nie wiem, czego chce, wali nas po twarzach, piersi mam już tak ogryzione, że na samą myśl o tym, że jeszcze miałby ssać mleko bolą mnie niemiłosiernie. Co teraz?

Tłumaczymy, ale spotyka nas ściana, wrzask wbija się w każdy, najgłębszy zakamarek umysłu. Czy będą z nas źli rodzice, jeśli odniesiemy go do łóżeczka i tam niech sobie wrzeszczy ile chce?

Pół godziny nieustającego wrzasku później, Dzieciątek znów trafia do naszego łóżka. Czujemy się z tym źle, nie dość, że brak snu daje się we znaki, to jeszcze ta myśl, że co z nas za rodzice? Nie umiemy sobie dać rady z własnym dzieckiem?

A ten znów rzuca się po pościeli i wrzeszczy.
Ok, ssij już tę pierś, tylko bądź cicho. W kółko powtarzam sobie, żeby się uspokoić, że on czuje to, co ja. Że już dobrze, że śpimy. No i ok, sukces. Dzieciątek śpi.

Nie mamy już siły odnosić go do łóżeczka. Niespełna czterdzieści minut później. Słyszymy go. Nie, nie Dzieciątka. Tym razem to ta wredota budzik ośmielił się dzwonić, że niby budzi nas do pracy. Że co? To już ta godzina? Czyli, że nasz Dzieciątek przespał w nocy łącznie ze dwie godziny?

Możliwe, że znasz to aż za dobrze. Możliwe, że myślisz sobie, co ta Simona pisze, u nas wygląda tak każda noc, czego ona chce, a możliwe też, że… w ogóle nie znasz tego problemu. Widzisz, ja też nie znałam. I wcale nie chodzi mi o czas, kiedy Dzieciątka nie było jeszcze z nami. Po prostu Dzieciątek wcześniej dobrze spał. Może nie dużo, ale dobrze, a zdarzały się noce, które przesypiał całe, nawet 10 godzin. A teraz nie.

Pocieszam się, myśląc sobie, że to minie. Że przecież inni mają gorzej. Że Dzieciątek jest zdrowy. Jednak doskonale wiem, i Ty również – jak na Matkę Polkę niewyspaną przystało – że wszystkie pozytywne myśli, choćby nie wiadomo jak podtrzymywały na duchu nie zastąpią snu. Podkrążone oczy, chęć ciągłego podjadania oraz uczucie przenikliwego chłodu towarzyszą Ci już niemal ciągle. I może myślisz, że mam na to jakąś radę… Nie. Nie mam. A nawet jeśli, to u każdej osoby sprawdzi się co innego. Nie ma złotego lekarstwa dla wszystkich.

Piszę to, kiedy po godzinie spaceru i drugiej godzinie wrzasku Dzieciątek wreszcie padł. I śpi spokojnie, jak gdyby nigdy nic. O co mu chodzi?
Czy to już kolejne zęby, czy daje się we znaki szczepienie z zeszłego tygodnia? Nie wiem. I nie muszę wiedzieć. Ważne, żeby zachować spokój i cierpliwość na kolejne nieprzespane noce i całą masę tulasków.

Pozdrawiam,
Simona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *